poniedziałek, 28 września 2015

Pierwsze jesienne spacery

Weekend w tym tygodniu rozpoczęliśmy wyjątkowo w piątek rano. Moja Natalka miała wielkie święto jako nowy członek szkoły, a mianowicie PASOWANIE NA UCZNIA.

Po obiedzie spakowałam całą rodzinkę w samochód i pojechaliśmy na spacer do Rogalina. Przepiękne miejsce, szczególnie teraz kiedy została otwarta część pałacowa. Spacerowaliśmy tylko wokół pałacu i po ogrodzie rokokowym. Następnym razem udamy się  w drugą stronę w okolice trzech dębów i starorzeczy Warty gdzie jest równie pięknie. Zachęcam również do lektury http://rogalin.mnp.art.pl/.


Sobotę jak nigdy spędziłam z córką bardzo leniwie. Do popołudnia w łóżku, ja oczywiście z przerwami na zrobienie śniadania i obiadu dla moich głodomorów. Następnie troszkę malując, bawiąc się i czytając. No i tak zleciał nam dzień. Czasami takie wyluzowanie i nic nie robienie (taki dzień bez sprzątania, robienia zakupów, robienia porządków w ogrodzie) jest potrzebne.
Wczoraj natomiast po obudzeniu się i zobaczeniu, że pięknie świeci słońce, postanowiłam, że trzeba gdzieś pojechać bo szkoda zmarnować tak piękny dzień. Wstałam szybko zrobiłam jednogarnkowy obiad (podsmażyłam mięso, wrzuciłam ziemniaki, cebulę paprykę, marchewkę i wszystko razem poddusiłam) upiekłam placek (jogurtowy ze śliwkami z tego przepisu)
Spakowałam wszystko i pojechaliśmy nad jezioro Góreckie. Zrobiliśmy sobie najpierw piknik, a potem poszliśmy spalać kalorie na spacerze przepięknym i malowniczym szlakiem czerwonym zwanym Szlakiem Kosynierów. Nie ma co dużo pisać. Ci którzy nie byli polecam, a Ci którzy znają to miejsce nie trzeba zbyt wiele opisywać.










No i  oczywiście w drodze powrotnej wstąpiliśmy na lody do Puszczykowa TUTAJ PYCHA oraz syn uczył się jeździć

A od dzisiaj znowu powrót do codziennych obowiązków.

Pozdrawiam i zapraszam ponownie.

niedziela, 27 września 2015

Uzupelnianie garderoby

Minęły prawie dwa tygodnie od ostatniego wpisy i wcale przez ten czas nie leniuchowałam.
W ruch poszły maszyny.
 Moja mala księżniczka wzbogaciła się o dwie pary leginsów,

dwie spódniczki,

tunikę

oraz dwie poduszeczki
i prawie skończony  płaszczyk(zdjęcie wstawię jak skończę).
 Przy okazji uszyłam jeszcze jedną pettiskirt - czarną z różowym wykończeniem dołu w ramach prezentu. Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia.
 Powstało kilka projektów do następnych wpisów. Chociażby o ostatnich 3 dniach, ale o tym już jutro.
Nauczyłam również moją prawie 6 letnią (skończy 6 lat w listopadzie) córkę szyć na maszynie. Najpierw zapoznałam ją  z zasadami szycia na maszynie potem dostała szmatkę żeby sobie ćwiczyć.
Szybko załapała i apetyt na szycie urósł. Następnego dnia chciała już coś uszyć wiec dostała materiały, wycięłyśmy paski, które pozszywała. W efekcie końcowym wyszła poszewka na poduszeczkę.
Teraz nie ma dnia żeby nie chciała szyć. Mobilizuje mnie bo jak tu jej odmówić widząc iskierki w oczach na myśl o pójściu do mojej pracowni. 

Do zobaczenia.

wtorek, 15 września 2015

I znowu reka w gipsie

.Tak więc minął rok, a my znowu po złamaniu rączki. Za pierwszym razem posłuchała kuzynki żeby wejść na drabinki, tym razem za namową kuzyna weszła na plot. Niestety teraz złamanie okazało się poważniejsze. W zeszłym roku miała złamanie nadkłykciowe lewej reki kości ramienne, a teraz przezkłykciowe złamanie lewej kości ramiennej z przemieszczeniem. Niestety nastawienie nie pomogło i musiała mieć drutowana rękę. Tydzień spędziłyśmy w szpitalu. Ku wielkiej radości wyszłyśmy do domu, jednak radość nie trwała długo. Do szpitala wróciłyśmy po 8dniach na kolejny tydzień.

Okazało się że wdało się zakażenie gronkowcem złocistym. Na szczęście w tym wszystkim gronkowiec nie był oporny na leczenie i przy złamaniu nie doszło do urazu nerwów i możne ruszać paluszkami. Gips już zdjęty ale szkole przywitamy z raczka na temblaku. Tym razem nie robiłyśmy zbyt wielu prac plastycznych ale grałyśmy dużo w gry. Na początek kupiłam Bingo, następnie grę Jeżyk potem przyszedł czas na Pchełki (wspomnienie dzieciństwa) i Pizze XXL. Kupiłam tez grę Miau, Dobble i Kimble. Te dwie ostatnie rewelacja  warte polecenia. Dobble to gra na spostrzegawczość i refleks, a Kimble to wersja chińczyka z kostką, która nigdy się nie zgubi.
Nadal walczymy z rehabilitacją rączki, nie najlepszymi wynikami krwi oraz z nasileniem się AZS. Natalka bardzo dzielna, wszystko znosi w miarę spokojnie. Oczywiście nie obywa się bez płaczu i krzyków z bólu, że mi samej nieraz chce się płakać, ale wtedy myślę na przykład o dzieciach z pęcherzowym oddzielaniem naskórka które cierpią cały czas. Dla matki to nie jest pocieszenie bo każda choroba własnego dziecka jest straszna ale to daje siły bo jeżeli tamte dzieci i rodzice muszą radzić sobie z takim cierpieniem to i ty dasz rade.
Powoli wracamy do normalności. Ja czuję się coraz lepiej chociaż daleko mi jeszcze do dawnego stanu nadal nie mając wsparcia od najbliższych mi osób. Podjęłam jednak jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu, ale o tym kiedy indziej, bo wszystko jeszcze jest w trakcie i zobaczymy co z tego wyniknie. zaczęlam szyć, wymyślać.Ale otym i innych rzeczach w osobnych wpisach.

Do zobaczenia.